22.9.13

nocne

Nocne impresje, właściwie to jedna tylko, z szycia malutkich. Malutkie zielone ostatnio wróciły do Waszych łask. Cóż więcej mogę napisać - jestem niedysponowana (uwielbiam to słowo), z powodu usuniętego chirurgicznie zęba, sinego policzka i spuchniętej głowy... Przeczytałam gdzieś w necie, że po usunięciu ósemek nie należy planować niczego ważnego przez 10 dni, ponieważ "pacjent może mieć złe samopoczucie i uczucie rozbicia"... Tak. Tak właśnie... Myślę, że rozbicie to dobre słowo.


19.9.13

Poradnik Dobrej Żony

Takie czasy teraz, że coraz więcej moich znajomych "się wydało". Co w naszym wieku nie jest jeszcze takie oczywiste, przynajmniej tak sobie mówię. Że to jeszcze nie ten wiek ;) W najbliższym czasie szykuje się jeszcze kolejna ważna impreza, podczas której będą miała zaszczyt zostać po raz pierwszy w życiu Panią Świadkową, że tak powiem (nie wiem jak to się właściwie formalnie nazywa, chyba pora się zorientować).

Pozostając w tym temacie wykonałam ostatnio pewną księgę, dla pewnej żony. Strasznie mnie ciekawi jakie rady znajdą się w środku.




Przy okazji pozdrawiam wszystkie żony, również przyszłe i niedoszłe :) 
Buziaki dla Was dziewczyny :D

B.

18.9.13

długie wieczory, leniwe poranki

Ładnie jest o zmroku. Dziś trochę jakby zachód słońca był. Tak na pięć minut. Pozbierałam rozsypane, rozrzucone i pogięte. Ale najpierw zrobiłam kilka zdjęć. Czasem robię sobie ot takie zdjęcia zupełnie nikomu niepotrzebne, niewyraźne, tego co mam w pracowni. Zanim posprzątam i znów zabiorę się do pracy. Lubię je potem oglądać.


 Rankiem ciężko jest wstać. Oczy się kleją. Do ścian, do wszystkiego się kleją. Do pościeli najbardziej.

9.9.13

pani jesień

Macie wrażenie, że to już? Wstając rano codziennie widzę 10 stopni na termometrze... Tak, ja już mam takie wrażenie. Jarzębina sypie się chodnikami, młoda kasztany do domu znosi. I szyszki. Mimo, że w dzień pomykamy w bluzeczkach na ramiączkach, na poranne wypady wygrzebuję już wełniane swetry. Nie powiem, lubię je bardzo. Ciepłe, włochate i ładne po prostu.
Możliwe, że wkrótce pochwalę się wreszcie pracownią. Nic ważnego się w niej nie dzieje, innego niż zwykle. Po prostu małe sprzątanie i reorganizacja w planach. A porządki w pracowni to nie jest lekki temat, o nie... to jest około tydzień intensywnej pracy i hektolitry wypitej kawy. Marzy mi się takie umeblowanie jak widać w katalogach Ikei - wszystko pięknie posortowane, poukładane w szafkach, szufladach i pudełeczkach. Mam świadomość, że to taki idealny gazetowy świat, jednak mający w nas obudzić drzemiącą od wieków nostalgię za uporządkowaniem świata. I trochę mnie już drażni fakt, że Ikeowe dodatki widzę wszędzie. Więc po prostu mówię sobie posprzątam TROCHĘ :) A trochę zostawię bałaganu takiego mojego, takiego jaki jest.

Ładne zdjęcie znalazłam w sieci, że tak powiem na tą okazję. Mój ulubiony typ urody.

Katerina Plotnikova

7.9.13

biała biblioteka


Oł matko! Kolejna biblioteka tym razem w nowocześniejszym wydaniu. Boska jest :) A tak poza tym wszystkim to mam katar... jesiennego doła i pół domu do posprzątania. W planach miałam też sok z czarnego bzu i konfiturę z węgierek. Nie ogarnę chyba tego nigdy... Może jakieś wesołe słówko ktoś coś?


zdjęcie pochodzi stąd

28.8.13

końcówka wakacji

Witam Państwa po przerwie :) Bardzo przepraszam z góry i z dołu wszystkich, z którymi kontakt się urwał lub był nieco nieregularny. Wracam już prawie do codziennej pracy. Do nudnego życia regulowanego godzinami otwarcia przedszkola. Brakuje mi już tego poukładania. Wszystko dobre co się dobrze kończy :)
Nie to, że tylko podróżowałam w te wakacje... Takie tam głównie rodzinne małe wycieczki. Poznałam superfajną kobietę z jej zwariowaną rodzinką Zombiaków i zobaczyłam kawałek jeziora. Wróciłam do starego domku mojej babci, który stoi porośnięty krzakami, ale już sama możliwość przebywania w jego pobliżu ucieszyła mnie ogromnie. I dowiedziałam się nieco o ziołach, w zimie będę pogłębiać tę wiedzę. Może cos z tego wyniknie wiosną. Jakoś tak minęły te dni... 60 aż. 60! O kurcze.

A pudełko jest prawie puste...

18.3.13

moje małe

Moje maleństwo ostatnio strasznie urosło. Nie wiem, czy nie jest nadużyciem nazywanie go maleństwem... Tyle się zmienia, ledwo nadążam :) Teraz na tapecie u nas film o koniach, bardzo wzruszający nawiasem mówiąc i nie tylko dla dzieci. Pełen symboli i mądrości życiowych, o których zapominany przytłoczeni codziennością. Podobno w przedszkolu dzieciaki już są na etapie Władcy Pierścieni, ale uważam, że dla pięciolatki to chyba jednak za wcześnie... zwłaszcza pięciolatki, która nadal kocha kucyki, tęskni czasem za świnka Peppą i zaczyna (!) bać się ciemności. Obawiam się, że te wszystkie stwory prześladowałyby ją codziennie przed snem. Mnie przed snem prześladował Terminator, którego obejrzałam we wczesnym dzieciństwie z tatą :)  parafrazując - co za wcześnie to niezdrowo. Tymczasem  miejscówa Nadi w naszej pracowni. Nie ma to tamto, każdy swoje miejsce musi mieć.

pozdrawiaki 
w oczekiwaniu na wiosnę
B.

12.3.13

kwiatowy album na zdjęcia

I udało się :) Albumik z nowej tkaniny gotowy. Kolor jest nieco bardziej miodowy niż na zdjęciu. Aż chce się zjeść. 25 x 25 cm, 40 kartek postarzanych. I... zmykam :)


10.3.13

kwieciste wzory

Znalazłam ostatnio przepiękną tkaninę. Wygląda jak namalowana. Już sam pasek boczny z próbkami kolorów sugeruje malarskie luksusy - osiemnaście barwnych kuleczek w odcieniami użytymi do druku. Na razie leżakuje i czeka na swój czas, oczywiście, że muszę coś z niej zrobić! Obiłabym krzesło, ale szkoda mi bardzo, bo wtedy szybko się zniszczy. Może zrobię z niej wiosenny album na zdjęcia. Ten bukiet bardzo przypomina mi obraz, który wisiał w moim pokoju kiedy byłam mała. Nic szczególnego, dosyć konwencjonalna martwa natura... wtedy myślałam, że każdy z kwiatów to twarz, czasem wyobrażałam sobie jak ze sobą rozmawiają. Jeden  nich był zdumiewająco podobny do narzeczonego mojej cioci, którego wtedy trochę się wstydziłam. Inne to głównie kobiety. Niedawno znalazłam ten obraz na strychu, nieco się wzruszyłam, ale okazało się, że to zwyczajne kwiaty. Już się chyba starzeję... teraz widzę tylko kapelusz zamiast węża, który zjadł słonia...


I się doigrałam... to całe moje gadanie o wiośnie... Ech. Teraz mamy w domu prawdziwą inwazję wirusów okraszoną toną śniegu za oknem. Nie mam siły na nic. A tyle mi się kotłuje w głowie pomysłów... Chciałabym już skończyć wszystko co zaczęłam i zabrać się za nowe. To takie ekscytujące :) Nie za bardzo mam dziś siłę i możliwości techniczne rozpisywać się o czymkolwiek - cała moja egzystencja ogranicza się do poszukiwań pudełka z chusteczkami. Ależ ono się szybko przemieszcza! Czy mówiłam już - nienawidzę glutów...

zasmarkane pozdrowienia ;)
B.




3.3.13

cud miód i orzeszki

A ja Wam mówię, że to już wiosna. Zaczyna się ładnie robić, słońce świeci dłużej. Chce się żyć i jeść przede wszystkim :) Spod śniegu wyłaniają się różne niespodzianki, przebiśniegi czasem i inne liście... Lubie zimę, to moja ulubiona pora roku, ale teraz naprawdę się cieszę. W pracowni miło bardzo, zwłaszcza o zachodzie słońca. Bursztynowo i magicznie.



Buziaki pysiaki, 
wiosenne ptaki :)

2.3.13

pies z kotem

Dłubałam, dłubałam i udało się. Skończyłam kilka książeczek wymagających skończenia :) Niedawno wpadł w moje ręce piękny podszewkowy materiał w psokoty, wzór jest po prostu świetny, do tego bardzo dokładnie nadrukowany (czy jak to tam się robi). Jakby piórkiem malowany. Koty z psami najwyraźniej się tam przyjaźnią, jak to w życiu - przeciwieństwa się przyciągają. Psokotowe wisiorki zrobiłam na razie dwa, ale zostało kilka innych póz do uchwycenia na okładkach.


Poza tym jeszcze kilka wisiorków się pojawiło, są już w sklepiku zapraszam :)


1.3.13

poza czasem

Piję kawę. Popijam herbatą. Zieloną. Żyję ostatnio w trochę surrealnym świecie, bardzo mnie dziwi kiedy ktoś pyta, która jest godzina. Jaki dzień miesiąca to wybaczcie, ale nie wiem. Właściwie to nigdy jakoś specjalnie nie zaprzątałam sobie tym głowy. Może i jestem trochę nieznośna... ale akceptuję to w sobie i już mi nie przeszkadza. Zastanawiam się więc gdzie się podziała ta zima. Gdzie się śnieg podział, mróz... Przecież dosłownie chwilkę temu zjeżdżałyśmy na sankach. Jak to się wszystko stało i kiedy...
Siedzę w pracowni całymi dniami i coś dłubię, wszystko nieskończone, ale cieszę się, że jest. Niebawem będę kończyć to i owo. Dziś pochmurno nieco, wietrznie i mży... Tym bardziej cieszę się, że mogę zagnieździć się w moim kąciku.


Lubię słoiczki, a Wy? Co tylko mogę staram się poupychać w słoiczki różnych kształtów. Bardzo często zdarza się, że kupuję dżem albo oliwki ze względu na kształt słoiczka :) Że kupuję, choć w ogóle ich nie potrzebuję. Dżem i oliwki zawsze "się zjedzą" przecież. A w naszym domu jest pewność, że zjedzą się tego samego dnia jeszcze.

Znikam.


26.2.13

papirell na etsy

Zebrałam się w sobie i "uruchomiłam się" na etsy... zbieranie się było najdłuższe - ponad rok, zakładanie konta dwa dni i oto jestem - kosmopolitańska papirell we własnej osobie ;) Na poważnie mówiąc to rozpiera mnie duma. Kolejna rzecz, którą mogę odhaczyć na liście jako zrobioną. Lubię skreślać z mojej listy. A robicie tak, że pozycje z listy jednego dnia (codziennie rano robię sobie listę "na dziś") przesuwacie na kolejny dzień i na kolejny, i jeszcze raz? Ja też :D

25.2.13

kiedyś tam

Znalazłam na dysku zdjęcie z mojej starej pracowni. Bardzo ją lubiłam. Była mała, ale pierwsza całkiem pracowniowa pracownia :) Ta w której pracuję teraz jest dosyć przestronna, ale ma brzydki parkiet. I im więcej miejsca tym większy bałagan... nic na to nie poradzę. W małej łatwiej było mi utrzymać jako taki porządek. Inaczej nie mogłam wejść.


To zdjęcie przywołuje masę wspomnień... Mieszkało nas wtedy razem dwa razy więcej niż teraz. Miało to swoje dobre i złe strony. Przynajmniej było wesoło. Wspólne śniadania, kubek kawy, pasta cukrowa, zdjęcia na deco, muzyka... Wiecznie zajęta łazienka... Resztki "studenckiego" życia. Choć ten spokój, który mam teraz też lubię. Może weszłam na nowy level ;) Stałam się homo familius.

23.2.13

gepard z miętą

Wczorajsza noc dała światu kilka nowych notatników :) Dziś przedstawiam jeden z nich. Jeden, ponieważ wiem, że może być tak... przez kolejny miesiąc nie zrobię już zupełnie nic nowego, będę ślęczeć nad starymi lub zaległymi projektami, więc będę miała zapas zdjęć, żeby Was tu nimi raczyć. To tak jakbym codziennie robiła coś nowego. Tak się będę czuła i to mi da odrobinę radości. Aż doprowadzę do tego, że naprawdę codziennie będę robiła coś nowego. Ponoć po 21 dniach wchodzi nam w krew nowe przyzwyczajenie i staje się nawykiem.


Lubię bardzo ten notatnik. Może dlatego, że jest nowy po prostu. Najbardziej te skórzane narożniki. Narożniki ostatnio lubię wszystkie. I tym optymistycznym akcentem...

22.2.13

...

Chyba  w głowie  już mi się gnieździ wiosna, powoli. Zaczynam marzyć o sprzątaniu już. To ewidentny znak, że coś jest na rzeczy. Mam plany. Miliony planów. Marzenia nawet mam. Dawno nie miałam. Wiosna idzie, kota nie oszukasz :)



Z okazji pewnej niechlubnej rocznicy, która co roku przypomina mi o upływie czasu zgromadziłam w tym roku kilka super książek. Czułam się jak dzieciak w Boże Narodzenie po prostu, dawno już tak nie było, żeby mnie wszyscy na raz postanowili uszczęśliwić. Przez ostatnie kilka lat w każdym razie na pewno nie. A do tego nie to, że jakieś tam fajne książki, tylko książki, które chciałam bardzo mieć! Usiłowałam wygrać je nawet w trójce, a to już świadczy o pewnym poziomie desperacji. (nawiasem mówiąc udało Wam się kiedyś zgarnąć coś z Trójki?) Czytam teraz moją kochaną Tove, bardzo mnie inspiruje.


19.2.13

czapucha

Wróciłam do domu i jak to można było przewidzieć ogarnęła mnie panika na samą myśl o tym wszystkim co mam teraz zrobić. Na raz. A przede wszystkim ogarnęła mnie senność po całym dniu uganiania się za czapką, którą zostawiłam w busie jadąc na ferie... nieważne jak to się stało, nie pytajcie, sama nie wiem. Mam moją czapusię kochaną, o której już pożegnalnie śniłam po nocach. Nie przesadzając uganiałam się dziś za nią pół dnia śledząc różne busy i busiki, na mrozie, z dzieciakiem na podorędziu i dużym podróżnym plecakiem pełnym książek. Oczywiście jak na prawdziwą kobietę przystało nie wiedziałam jakim jechałam busem, jaki miał nr rejestracyjny, jaka marka, jaka firma, ba - nawet jaki kolor. A to ponoć kobiety pamiętają. W końcu udało mi się ustalić, że jechałam z panem Bogdanem (obliczyli mi to inni kierowcy na podstawie dnia i godziny odjazdu) i zdobyć do niego numer telefonu. Potem pół dnia polowania na niego, kilka kompromitacji w różnych miejscach... i spotkanie z panem Bogdanem na żywo! A z nim - moja czapka :) Pewnie zapytacie czy nie łatwiej, szybciej i szykowniej byłoby po prostu kupić nową czapkę? Oczywiście, że nie! To nie byłaby moja zielona czapusia wyszperana milion lat temu w ciuchlandzie, ciepła, miła i wysłużona. Ona jest już częścią mojej rodziny ;)


 Tak sobie myślę kiedy to czytam... mam prawo być zmęczona rzeczywiście, zastanawiałam się o co mi chodzi, czemu nie mam ochoty śmigać po domu jak nakręcany robocik. Więc idę spać :)
Pa.

18.2.13

+++

Dziś mój ostatni bardzo leniwy poranek... I przyznam szczerze, że nie lubię takich poranków. Lubię dużo pracować z rana, a potem leniuchować po południu. Snuć się po domu bez celu. I potem jeszcze nie spać całą noc. Albo choć pół. I winogrona na obiad ;) Ale dziś mam ostatni dzień moich ferii z przymusu. Nadi ma ferie znaczy się, a ja występuję w roli formalnego opiekuna, zwyczajnej matki czyli. Nie ma tego złego, na chwilę się oderwałam, zdystansowałam i mogę zabrać się od jutra do pracy. Planuję właśnie i popijam kawę z ładnego czarnego kubka z listkiem :) A ponieważ nie mam ze sobą nawet aparatu i swojego komputera rzucę siecią teraz. Od kiedy prowadzę bloga "dodałam do obserwowanych" całą masę fajnych stron... nawiasem mówiąc - wie ktoś czy da się je skutecznie usunąć? Robiłam to milion razy a one wracają na listę jak bumerang... Większość jednak zupełnie mnie już nie interesuje, czyli, że chyba się zmieniam, ponoć to dobrze. Koniec dygresji. Dziś dwa blogi, do których wracam z przyjemnością przez cały ten długi czas.
Niesamowite, momentami surrealistyczne wytwory ilustracyjno - zabawkarskie  czyli Cart Before The Horse Chodzą mi po głowie od dawna takie zabawki. Te oczy... łał.

Cart Before The Horse
Oraz przepiękne ilustracje, mnóstwo ptaków, motyli, ziół, farb, technik, pomysłów i cudne mieszkanie... te kaktusy za oknem zawsze na mnie działają pobudzająco. Geninne's Art Blog proszę bardzo z linczkiem :) Enjoy.

Geninne's Art Blog

Mam ochotę popisać czasem o tak zwanej "dupiemarynie" na blogu, tylko zastanawia mnie czy ktoś to będzie miał chęć czytać...? Zastanowię się i ewentualnie podejmę kroki.

nereczki
B.

30.1.13

tęczowe notatniki

Z małym poślizgiem względem tego co sobie zaplanowałam... dwa pierwsze notatniki z hippie wzorem. Przy okazji podzielę się z Wami piosenką, która towarzyszyła mi przy ich tworzeniu oraz podczas wszystkich czynności wykonywanych przez ostatni tydzień :) Dawno już tak nie wpadłam w jakiś utwór... Znalazła ja Nadi na YT, zupełnie przypadkowo, spodobała jej się kobitka na ikonce - miała różowe włosy ;)








Poza tym u nas zimno i pada. Deszcz. Dawno już nie słyszałam kropel rozbijających się o parapet. Śnieg pada bezszelestnie. Lubię krople.

buziaki
B.



24.1.13

hippie

Tym razem nie zapomniałam zrobić zdjęć w trakcie. Dziecko moje namówiło mnie do zrobienia batikowych szmatek... nie chciało mi się jak nie wiem co :) ale obiecałam. Mamy więc całą kolekcję "serwetek" jak je Nadi nazywa.


Najpierw zawiązałyśmy szmatki niteczkami, ale gumki byłyby lepsze. Zostawiają takie ładne białe kreski. Przy okazji mogę powiedzieć, że najlepszy jest bardzo sprany materiał. Miałam dwa rodzaje płótna, nowe i używane, prane wiele razy. Na tym starym farba o wiele ładniej się rozpłynęła w plamy.







Ta "kokarda" to nowy patent Nadi, bardzo jej się spodobała i oczywiście jesteśmy umówione na więcej :) Nie spodziewałam się, że wyjdzie taka ładna po rozłożeniu...











 Jak myślicie co z nich powstanie? Właściwie to już powstało, ale o tym następnym razem :)

śniegowe buziaki :*
B.